Nie siedź na studiach, bo tak chciała mama. Rzuć je, działaj!

Jeżeli także Tobie przez studia nie starcza czasu na dodatkowe projekty, z których czerpiesz pieniądze i satysfakcję – nie zastanawiaj się, rzuć to! Uniwersytet to tylko sztucznie bezpieczna ostoja, która w tym momencie dla Ciebie już nic nie znaczy. Zacząłeś działać, jesteś o poziom wyżej od tych, którzy mają tytuł, ale nie zauważyli (lub nie chcieli zauważyć) możliwości, które znajdują się poza bramą uniwersytetu. Nie rób na kampusie kolejki do toalety tym, którzy chcą być pracownikami naukowymi, lekarzami lub prawnikami i muszą mieć tego magistra.

Ponownie użyję mojego bloga do wypowiedzenia się w kwestii, która mnie bardzo mocno dotyczy (a często jest poruszana przez osoby niebezpośrednio z nią z wiązane), czyli na temat tego jaki jest sens studiowania. Jestem studentką pierwszego roku historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim - wytłumaczę dlaczego nią zostałam.



Byłam najlepszą uczennicą w swoim liceum, otrzymywałam z tego powodu stosowne stypendia i nagrody. Wszyscy ciągle pytali mnie gdzie zamierzam pójść na studia i oczywiście nie wyobrażali sobie, że mogłabym nie kontynuować swojej edukacji. Zawsze odpowiadałam: „Uniwersytet Warszawski, historia sztuki”. Dlaczego? Bo kocham sztukę zarówno w jej praktycznym jak i teoretycznym wymiarze. Wszyscy mówili, że przecież po historii sztuki niczego sensownego ani tym bardziej generującego pieniądze nie będę mogła robić. Pytali, czy chcę pilnować wystaw, albo czy chcę „skazać się” na uczenie dzieci wiedzy o kulturze. Odpowiadałam, że nie. Wcale nie chciałam być historykiem sztuki (choć to też jest fajne), zamierzałam tylko zgłębiać dziedzinę, która mnie interesuje, poznawać ludzi, z którymi będę mogła w przyszłości współpracować i móc realizować swoje własne projekty. Historie moich znajomych i znajomych znajomych ciągle pokazywały mi, że obecnie procent ludzi pracujących w zawodzie, który ich studia determinowały (oprócz inżynierów) jest znikomy. W dodatku zauważyłam, że najlepiej realizują się ci znajomi, którzy swoje studia rzucili, lub sami zostali z nich wyrzuceni.

Nie podobało mi się to wyśmiewanie historii sztuki. Szczególnie przez osoby, które same wybierały się na kierunki niby „pewne”, ale stanowczo zbyt popularne, produkujące tłumy absolwentów, dla których nasz rynek jest zbyt mały. Robić sensowne rzeczy można nawet po najmniej przyszłościowym kierunku z możliwych, ale tylko w momencie, kiedy działa się w swoim interesie „mimo studiowania”, a nie „dla studiowania”. W chwili, kiedy faktycznie poświęcamy się socjologii, europeistyce lub politologii licząc na to, że dobre oceny dadzą nam pracę, możemy być pewni, że w większości przypadków mocno się zawiedziemy. Konieczne jest działanie i poznawanie odpowiednich ludzi. Natomiast jeżeli nie potrafimy tego robić już w trakcie studiów, to z tytułem magistra również nie będziemy mieli odpowiedniego przebicia, by znaleźć satysfakcjonującą pracę. A w momencie kiedy nie czuje się powołania do samych studiów lepiej już po maturze schować dumę w kieszeń i zacząć pracować, bo schowanie dumy i tytułu magistra jednocześnie jest później dużo trudniejsze. I najważniejsze: nie warto iść na studia, bo tak chciała mama.

Ja czułam powołanie. Złożyłam aplikację tylko na jeden kierunek i jeden uniwersytet. Znajomi uznali to za samobójstwo. „A co jak się nie uda? Nie pójdziesz wtedy na studia?”. Odpowiadałam, że tak, zostanę z wykształceniem średnim. Zależało mi tylko na tym kierunku i tylko tym uniwersytecie. Wolałabym podjąć jakąkolwiek pracę niż studiować coś innego. W dodatku byłam pewna siebie, bo mimo wysokich progów punktowych i dużej ilości ludzi starających się o jedno miejsce (na historii sztuki jest ich więcej niż na niezdrowo popularnym prawie) wiedziałam, że się dostanę dzięki Olimpiadzie Artystycznej.

Uniwersytet okazał się pięknym i bezpiecznym miejscem, gdzie znalazłam wielu znajomych, którzy tak jak ja kochają sztukę. Przez całą jesień pokonywałam dzielące mnie od uczeni trzy kilometry spacerem, cieszyłam się z ćwiczeń terenowych w warszawskich świątyniach, często chodziłam ze znajomymi do muzeów. Było idealnie.

W międzyczasie zaczęłam działać. Znalazłam kreatywną pracę, później kolejną, pisałam pojedyncze teksty na zlecenie, zaczęłam zarabiać przyzwoite pieniądze - będąc na pierwszym roku studiów i nie mając tego „papierka”, który niby uprawnia do posiadania pracy lepszej niż roznoszenie ulotek. Poznałam ludzi, z którymi w przyszłości chcę współpracować. Wymyśliłam kilka większych projektów, które mają szansę odnieść sukces. I tu zaczęły się schody. UW jest mi nie po drodze. Nie mam czasu na rozpoczęcie swojej działalności przez studia, więc pewnie będę zajmowała się swoimi projektami latem.

W momencie, kiedy studia nie są żadną nobilitacją upada właściwie ostatni bastion dla tych, którzy wiedzą, że nie będą wykonywać wyuczonego zawodu. Studia są dla mas, sam fakt bycia studentem nie jest w żaden sposób nobilitujący - na prywatnej uczelni może studiować absolutnie każdy, kogo na to stać. Na uczelniach w małych miastach, których w ostatnich latach namnożyło się niezwykle dużo, może się uczyć prawie każdy. Ledwie zdana matura, która i tak nie jest wyznacznikiem żadnych realnych umiejętności i kompetencji, przepuszcza ludzi na gorsze uczelnie, o których prawie nikt nie słyszał. Prestiżowe uniwersytety takie jak UW i UJ także nie są skupiskiem elity intelektualnej tego kraju, choć tam faktycznie zdecydowanie łatwiej znaleźć kogoś, kto coś reprezentuje swoją wiedzą, niż na uczelni prywatnej.

Jeżeli także Tobie przez studia nie starcza czasu na dodatkowe projekty, z których czerpiesz pieniądze i satysfakcję – nie zastanawiaj się, rzuć to! Uniwersytet to tylko sztuczna, bezpieczna ostoja, która w tym momencie dla Ciebie już nic nie znaczy. Zacząłeś działać, jesteś o poziom wyżej od tych, którzy mają tytuł, ale nie zauważyli (lub nie chcieli zauważyć) możliwości, które znajdują się poza bramą uniwersytetu. Nie rób na kampusie kolejki do toalety tym, którzy chcą być pracownikami naukowymi, lekarzami lub prawnikami i muszą mieć tego magistra.

Trwa ładowanie komentarzy...