O autorze
Od niedawna w naTemat zajmuję się pisaniem tekstów redakcyjnych, które można przeczytać tutaj.

Kontakt: weronika.j.lewandowska@gmail.com

Wypuśćcie dzieci z domu

W mediach na nowo zrodziła się dyskusja o tym, czy dzieci powinny się wyprowadzać z domu w młodym wieku. Mimo że na ten temat wypowiadali się celebryci (m.in. Krzysztof Hołowczyc i Robert Gawliński), eksperci, autorytety i „zwykłe” matki, w tym wszystkim brakowało mi jednego – głosu dzieci. Jako że sama ledwie pokonałam barierę 19 lat, a we wrześniu wyprowadziłam się z domu postanowiłam, że wypowiem się w tej sprawie „w imieniu dzieci”.

Miłość rodziców do mnie jest bardzo specyficzna. Nie będę się starała jej dokładnie tu opisać, bo to nie jest sedno tekstu. Wiem, że bardzo mnie kochają i ja ich także. Specyficznie są też zakazy i nakazy. Z jednej strony są konsekwentni i w momencie kiedy coś zostało ustalone nie sprzeciwiam się, z drugiej strony rodzice wiedząc, że radzę sobie w szkole naprawdę dobrze pozwalali mi na omijanie zajęć. I przechodząc do najważniejszego: ich martwienie się o mnie nie pozwalało mi wracać do domu po zmroku, przez wiele lat planowali przeprowadzkę na studia razem ze mną. Jednak w momencie kiedy przyszedł czas na ostateczną decyzję pozwolili mi zupełnie samotnie wyprowadzić się do innego miasta.



Na początku byłam w szoku. Znając moich rodziców i fakt, jak przekonani byli do tego, że gdziekolwiek nie będę studiować, to oni też się przeprowadzą, nie mogłam uwierzyć, że pod koniec września ostatni raz widziałam ich samochód jadący przez Marszałkowską. Jednocześnie byłam zadowolona, że mi zaufali.

Miasto na szczęście nie było mi obce. Przez dwa ostatnie lata bywałam w Warszawie co miesiąc na tydzień lub dwa, poznałam je całkiem dobrze. I pokochałam. Znalazłam kilku czekających już tutaj na mnie przyjaciół. To dało mi przewagę nad znajomymi, którzy cały październik błądzili i przepłakali w tęsknocie za swoim miastem. Ja swojego nigdy nie lubiłam, bo już dwa lata przed przyjazdem uwielbiałam tylko Warszawę. Szczęśliwie nostalgia za południem nawet u mnie nie zaistniała. Z tego powodu do domu wracam bardzo rzadko.

Obawy rodziców co do tego, że przejedzie mnie tramwaj, nie będę w stanie sobie nawet zrobić sobie kolacji, zgubię się wracając z uczelni, przeziębię się i umrę z głodu, na szczęście się nie potwierdziły. Niestety, mama i tata zawsze mieli mnie za kogoś nieporadnego, bo robiąc wszystko za mnie nie mieli nawet szans zobaczyć, że przecież ja to wszystko też umiem. W dodatku znalazłam sobie kilka fajnych zajęć i dobrze rozegrałam sesję. Po ostatnim egzaminie byłam jeszcze w pracy, kiedy rodzice zadzwonili i po raz pierwszy powiedzieli mi, że są w szoku, bo tak dobrze sobie radzę.

Wiele mnie ta wyprowadzka nauczyła. Potrafię nieźle gotować, organizować swój czas, wreszcie poczułam się dorosła. I polubiłam samotność, bo pozwala mi się skupić na sobie. W dodatku wbrew pozorom dzięki tej przeprowadzce bardziej przywiązałam się do rodziców i brata, zaczęłam doceniać spędzone z nimi chwile. Mimo tego, że są w tej chwili daleko wiem, że gdyby stało się coś złego przyjechali by do mnie od razu. Zawsze mogę na nich liczyć. Na przykładzie swojej historii uważam, że wyprowadzka z domu w młodym wieku uczy wielu świetnych rzeczy zarówno dziecko jak i rodziców.

Jeżeli chodzi o argumenty przeciw, najlepiej skwitowała to moja mama. Kiedy zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem i powiedziałam jej, że w tej chwili piszę tekst o tym, że pozwolenie dzieciom na wyprowadzkę ma właściwie same zalety odpowiedziała: „tak, ale trzeba mieć pieniądze”.
Trwa ładowanie komentarzy...