O autorze
Od niedawna w naTemat zajmuję się pisaniem tekstów redakcyjnych, które można przeczytać tutaj.

Kontakt: weronika.j.lewandowska@gmail.com

Opowiedz mi o swoich „guilty pleasures”!

Chowanie przed przyjściem znajomych płyty ukochanego wykonawcy pod łóżko, bo jest powszechnie uważany za muzyczne nieszczęście. Wyznanie miłości do Hugh Granta, a po krzywych spojrzeniach rozmówców dodanie, że „tylko tak ironicznie”. Kłamanie, że Lego Harry Potter zainstalowany na komputerze to gra młodszego brata. Mieliście kiedyś podobną sytuację? Mnie zdarzyły się wszystkie. I to niejednokrotnie.

Każdy ma chyba jakąś ulubioną piosenkę, film lub książkę, która przez większość ludzi uważana jest za kompletną pomyłkę. Często kochamy takie rzeczy ze względu na wspomnienia i żadne drwiny nie są w stanie nam przeszkodzić w upajaniu się nimi w samotności. Ale publicznie już tak. Czemu nie chcemy się przyznawać do takich lekkich przewinień? Ja jakiś czas temu stwierdziłam, że wrzucanie płyt pod łóżko zupełnie nie ma sensu, więc postanowiłam się podzielić swoimi „guilty pleasures”. I poprosić Was o to samo. Może okaże się, że istnieją stałe punkty na liście tego typu „zbrodni”.

Guilty Pleasure 1: muzyka



"Careless Whisper" to jeden z najbardziej uwielbianych przeze mnie utworów i teledysków. Na pierwszym miejscu kompletnie niemęski, ale hipnotyzujący George Michael, o oczach ozdobionych czarną kredką. Tuż za tym jego przechadzki między linami (wciąż nie wiem kto wpadł na taki pomysł) i spojrzenia pełne niewysłowionego bólu. Miłość, nienawiść, zdradzeni kochankowie. Oraz saksofon rozrywający duszę.

Guilty Pleasure 2: kino



Niegdyś ideał męskiego piękna, cudowny wieczny chłopiec. Teraz już tylko podstarzały amant, ledwie rozpoznawany przez fanów na zakupach w TESCO. Ale to zawsze mój Hugh, dla którego chyba 14 razy zobaczyłam „Mickey Niebieskie Oczko”.

Guilty Pleasure 3: prasa



"Fakt" kupuję dość często, bo stanowi świetną podkładkę na biurko, kiedy coś maluję bądź sklejam. Ale zanim go rozerwę, to przez chwilę czytam. Przenoszę się wtedy szalony świat ministrów zombie, choinek rosnących Rosjanom w płucach, mordowania kiełbasą, oraz oszustw dokonanych przez UFO. Trudno później wrócić z takiej podróży do swojego biurka, farb i pędzli.


Guilty Pleasure 4: telewizja



W moim sercu, jeżeli chodzi o telewizję, niepodzielnie króluje Jerry Springer. Zamiast zgodnie z obiegową opinią zniszczyć mi psychikę, w kapitalny sposób ją wzmocnił. To dzięki jego programowi w dość brutalny sposób dowiedziałam się, że świat to naprawdę dziwne i nieprzyjemne miejsce i teraz już nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć.


Wasza kolej!
Trwa ładowanie komentarzy...